2011.02.27 21:54
Jak przypomnę sobie momenty w moim życiu w których nic się nie działo napawa mnie to lękiem... Czułam się strasznie, depresyjno- melancholijny stan nie chciał mnie opuścić. Czarne myśli, smutek, apatia. To trwało tygodniami... Pamiętam jak skończyłam 30 lat miałam 2 cudowne córy, męża, samochód i...RUTYNĘ. Rano śniadanie, podwieźć dzieci do szkoły, zrobić kolację, odrobić lekcję, zawieźć na basen, balet, przywieźć, wspólne oglądanie tv, mycie spanie, buziak na dobranoc i w kółko to samo... Jestem z tych kobiet pracujących, które muszą coś ciągle robić, żeby nie zwariować. Taka iddyla mnie zabijała od środka. Takie odczucie że nic się nie wydarzy nowego do końca mych dni nie pozwalało mi oddychać... Dusiłam się! Teraz wiem, że z tych zwykłych chwil, też trzeba umieć się cieszyć. Często o tym się zapomina, szczególnie będąc młodym rodzicem. -Co takiego wspaniałego jest w niedospaniu i zmęczeniu?- pyta się moja córka, której każe cieszyć się z każdej chwili gdy jest sam na sam z moją wnusią. Uwierzcie mi jest i to sporo, a docenia się to dopiero pod koniec życia i żałuje się, że tak słabo się ten czas wykorzystało, bo dzieci naprawdę szybko rosną...