U nas niestety kuchnia też należy do mnie, chociaż oboje pracujemy - a nawet licząc tygodniowe godziny pracy - ja pracuję więcej :(
Nie jest to sprawiedliwe, ale mój mąż ma złe wzorce wyniesione z domu, źle został nauczony przez matkę, poza tym jest leniwy i rozlazły :( Poza tym ma wiele innych zalet :)
Oczywiscie buntuję się, ale niewiele to daje. Mąż twierdzi, że mężczyzni, którzy gotują to obżartuchy i pijacy, więc powinnam się cieszyć z jego antypatii do gotowania. Moim dużym osiągnieciem jest to, że mąż zaczął sam robić sobie kanapki. Może za jakiś czas zacznie gotować. Nie przekreślam go.