2011.07.08 11:53
Dziękuję za zainteresowanie ;) Faktycznie wciąż czekam i niestety wiąże się to jedynie ze stresem... Dzisiaj odmówiłam przyjęcia do szpitala, ale nie da się odwlekać w nieskończoność - w poniedziałek lub wtorek będą już wywoływać. Zgodzę się na przyjęcie, bo sama zaczynam się już obawiać o wydolność łożyska i dobro dziecka... Dzisiaj miałam USG i łożysko jest już stare, wód coraz mniej, a szyjka rodzić nie chce.
Inżynierko, zazdroszczę, teraz zazdroszczę, że Ci nikt nie chciał dziecka siłą wyrywać i mogłaś nosić ciążę dłużej ;))
Dużo o tym wszystkim rozmyślam i jest to czas, który uczy mnie pokory, co pewnie przydaje się w macierzyństwie ;) Naczytałam się o sile, jaką mają w sobie kobiety, o porodach godnych i z poczuciem sprawstwa... Myślałam, że wszystko będzie super, że po prostu urodzę bez problemu w sypialni, bo przecież kobiety od zarania dziejów rodzą i natura nie mogła uczynić nas tak, żeby coś poszło nie tak. Nastawiałam się na super poród bez żadnych środków medycznych i nie wiem czy w tych planach nie podniosłam poprzeczki zbyt wysoko...
Okazało się, że nie mogę rodzić w domu, a teraz wisi nade mną wizja oksytocyny. Staram się po prostu oswoić z tą myślą, że musi być właśnie tak, ale to wszystko jest trudne. Niestety złapałam się chyba w częstą pułapkę - miałam wyobrażenie porodu idealnego, a teraz, kiedy nie leży on w zasięgu moich możliwości, mam jakieś poczucie straty...